Narcyzy
To plant a garden is to believe in tomorrow.
Anka przyszła do mnie, kiedy sadziłam narcyzy.
- Przyjrzałam się temu Substackowi - powiedziała.
- Podaj mi cebulkę z torebki - poprosiłam starając się nie podnosić na nią wzroku.
- Tak jak się umawiałyśmy - kontynuowała gmerając bez wyczucia w woreczku z moimi cennymi cebulkami białych narcyzów - skupiłam się na polskich tekstach, zajrzałam na kilka profili…
- I…? - wyciągnęłam w jej stronę ubłoconą dłoń z wnętrzem skierowanym do góry.
- W ogóle nie wiem po co je sadzisz w tym miejscu - skrzywiła się podając mi kolejną cebulkę - nic z nich nie będzie, wygniją do wiosny.
- Nie sadzę, tylko dosadzam. Mam tu już kilka z zeszłego roku. Nie wygniły - roześmiałam się. - Zaskoczona?
Nie wyglądała na zaskoczoną.
- To co z tym Substackiem? - czekałam niecierpliwie na diagnozę.
- Muszę ci powiedzieć, że raczej nie ma tu nikogo niezwykłego.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Wszyscy są tacy jak ty - wzruszyła ramionami - Nie młodzi, ale jeszcze nie starzy, a przynajmniej tak im się wydaje, z rozrzewnieniem wspominający romantyczne blogowanie w pokrytej grubą warstwą kurzu złotej erze internetu. Wszyscy przygalopowali tu na zmęczonych życiem chabetach niespełnionych ambicji i marzeń prościuteńko z sobie tylko znanych odmętów anglojęzycznego medialnego świata, gdzie obiło im się kilka razy o uszy, że są jeszcze w sieci miejsca umożliwiające oferowanie ludziom dłuższej formy, która ma szansę do jakiejś garstki nie tylko botów, ale i śmiertelników trafić, a z tej garstki może nawet kilka osób się z tą formą zapozna.
Spuściłam głowę tak nisko, że prawie zaryłam nosem w ziemi. Miała rację, faktycznie tacy jak ja.
- Gromada wytrenowanych przez media społecznościowe narcyzów - kontynuowała Anka - na czele z pokaźną męskoosobową reprezentacją nudziarzy, którzy nie odpuszczą kolejnemu miejscu w internecie, gdzie mogliby napitalać o nowoczesnych technologiach, oraz całkiem liczną niemęskoosobową bandą emocjonalnych powsinóg poszukujących miejsca do uzewnętrzniania swojego życia wewnętrznego.
- To co? - spojrzała na mnie wyzywająco - Myślisz, że udało mi się wszystkich obrazić? Nikogo nie pominęłam?
- Nie wiem - pokręciłam głową - ale mnie z całą pewnością dźgnęłaś prosto w serce.
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć - uśmiechnęła się wrednie kącikiem ust.
Mam nadzieję, że jeszcze ją zaskoczę.



Fajna ta Anka, mimo wszystko : )
Rzadko słyszę tak pochlebne rzeczy na swój temat 💛. W angielskim to się nazywa BANTER. Interesujący objaw brytyjskiej kultury i życia społecznego.