- Przyjrzałam się temu Substackowi - powiedziała - Tak jak się umawiałyśmy, skupiłam się na polskich tekstach, zajrzałam na kilka profili i muszę ci powiedzieć, że ...
O właśnie! Dziękuję za przypomnienie. Przy czym częścią banteru w UK jest też naśmiewanie się i kpienie z samego siebie. Aby było w dobrym tonie, powinno się wedle konwenansu przedstawić siebie w krzywym zwierciadle. Balans to klucz. Banter jest tak zakorzeniony w tutejszej kulturze, że są nawet szkolenia pracownicze odnośnie tego, aby się nie przekomarzać lub jak to robić w bezpieczny sposób np z osobami w spektrum autyzmu.
Do moich ulubionych należą między innymi Mann, Miłosz i Byung-Chul Han.
Pisanie, czyli uzewnętrznianie życia wewnętrznego, nie jest wyborem, tylko potrzebą, niemal fizjologiczną, jak picie, jedzenie czy sikanie.
Nie każdy ją ma, ale kto ją ma, ten po prostu pisze.
Teksty literackie natomiast są jak pokarm, mają różne smaki i wartości.
Każdy coś tam skubnie: jedni gustują w nieoczywistych smakach, inni wolą potrawy proste i sycące.
Krytyk (ten literacki) to taki człowiek, który ma ogromną potrzebę pisania, wysublimowany gust i równie wysoki poziom samokrytycyzmu, z którym radzi sobie, projektując go na innych.
Skubnie tu, skubnie tam, po czym krzyczy na cały głos:
„Tego brakuje! Tamto nie takie! A w ogóle niesmaczne!”
Sam może niczego nie potrafi ugotować, ale obrzydzi wszystko, czego nie lubi, i jeszcze powie, co powinniśmy jeść.
Tekst „Narcyzy” mnie nie obraził, ale — nie ukrywam — podkurwił.
I to chyba dobry znak.
Gdyby w zawoalowany sposób nie został zaatakowany fragment świata, który jest dla mnie ważny, pewnie przeszłabym obok niego obojętnie i zapomniała po pięciu minutach.
Lubię Narcyzy: na półkach w księgarniach, na blogach, na Substacku.
Lubię teksty poetyckie, które odsłaniają kawałek życia wewnętrznego, do którego nie mam dostępu i czuję wdzięczność, że ktoś chce się nim podzielić.
Lubię też nowinki — technologiczne, historyczne.
Lubię podsumowania rzeczy, które niby wiem, ale dzięki nim mogę je sobie przypomnieć i uporządkować.
Zatem: Narcyz pozdrawia wszystkie swoje bratnie Narcyzy.
A krytycy? Niech się peklują we własnym sosie zawiści i twórczej niemożności
Czekałam na taki komentarz i jestem trochę rozczarowana, że pojawił się tak późno.
Anka pewnie by prychnęła, że stawianie się w jednym szeregu z Miłoszem, Manem czy Byung-Chul Hanem to tylko potwierdzenie jej słów. Ja natomiast nie znoszę Miłosza, więc jak dla mnie można sobie go stawiać obok siebie, pod sobą, a nawet i na podręcznej półce w toalecie. Poza tym co kto ma na półce zawsze robi na mnie wrażenie.
Co do jednej myśli nawet Anka by się tutaj zgodziła: krytykować jest zawsze najłatwiej.
Fajna ta Anka, mimo wszystko : )
Rzadko słyszę tak pochlebne rzeczy na swój temat 💛. W angielskim to się nazywa BANTER. Interesujący objaw brytyjskiej kultury i życia społecznego.
W polskim to się na żywa “przekomarzanie”
O właśnie! Dziękuję za przypomnienie. Przy czym częścią banteru w UK jest też naśmiewanie się i kpienie z samego siebie. Aby było w dobrym tonie, powinno się wedle konwenansu przedstawić siebie w krzywym zwierciadle. Balans to klucz. Banter jest tak zakorzeniony w tutejszej kulturze, że są nawet szkolenia pracownicze odnośnie tego, aby się nie przekomarzać lub jak to robić w bezpieczny sposób np z osobami w spektrum autyzmu.
Czyli wszystko się zgadza. Enough of this gay banter?
I hope you used "gay" in old time 19th Century meaning (joyful) not the slang of 20th Century (uncool). I think banter is actually cool, not lame.
Used it in the Monty Python sense. Moje ulubione skojarzenie z banter.
Monty Python. Perła brytyjskiego humoru, nieco większa tylko od Blackadder.
Chyba nie ma społeczności, której nie da się tak samo wymieszać z błotem — przymiotniki tylko mogą się zmieniać ;)
Czekam na więcej — podoba mi się!
Błoto potrafi wydobyć blask, którego nikt się nie spodziewa ;)
Narcyzy. Przekomarzanie, czyli „banter”
Mam w domu trzy regały Narcyzów.
Do moich ulubionych należą między innymi Mann, Miłosz i Byung-Chul Han.
Pisanie, czyli uzewnętrznianie życia wewnętrznego, nie jest wyborem, tylko potrzebą, niemal fizjologiczną, jak picie, jedzenie czy sikanie.
Nie każdy ją ma, ale kto ją ma, ten po prostu pisze.
Teksty literackie natomiast są jak pokarm, mają różne smaki i wartości.
Każdy coś tam skubnie: jedni gustują w nieoczywistych smakach, inni wolą potrawy proste i sycące.
Krytyk (ten literacki) to taki człowiek, który ma ogromną potrzebę pisania, wysublimowany gust i równie wysoki poziom samokrytycyzmu, z którym radzi sobie, projektując go na innych.
Skubnie tu, skubnie tam, po czym krzyczy na cały głos:
„Tego brakuje! Tamto nie takie! A w ogóle niesmaczne!”
Sam może niczego nie potrafi ugotować, ale obrzydzi wszystko, czego nie lubi, i jeszcze powie, co powinniśmy jeść.
Tekst „Narcyzy” mnie nie obraził, ale — nie ukrywam — podkurwił.
I to chyba dobry znak.
Gdyby w zawoalowany sposób nie został zaatakowany fragment świata, który jest dla mnie ważny, pewnie przeszłabym obok niego obojętnie i zapomniała po pięciu minutach.
Lubię Narcyzy: na półkach w księgarniach, na blogach, na Substacku.
Lubię teksty poetyckie, które odsłaniają kawałek życia wewnętrznego, do którego nie mam dostępu i czuję wdzięczność, że ktoś chce się nim podzielić.
Lubię też nowinki — technologiczne, historyczne.
Lubię podsumowania rzeczy, które niby wiem, ale dzięki nim mogę je sobie przypomnieć i uporządkować.
Zatem: Narcyz pozdrawia wszystkie swoje bratnie Narcyzy.
A krytycy? Niech się peklują we własnym sosie zawiści i twórczej niemożności
Czekałam na taki komentarz i jestem trochę rozczarowana, że pojawił się tak późno.
Anka pewnie by prychnęła, że stawianie się w jednym szeregu z Miłoszem, Manem czy Byung-Chul Hanem to tylko potwierdzenie jej słów. Ja natomiast nie znoszę Miłosza, więc jak dla mnie można sobie go stawiać obok siebie, pod sobą, a nawet i na podręcznej półce w toalecie. Poza tym co kto ma na półce zawsze robi na mnie wrażenie.
Co do jednej myśli nawet Anka by się tutaj zgodziła: krytykować jest zawsze najłatwiej.
Uzewnętrzniam swoje życie wewnętrzne. Coś z tym nie tak? :D
To oznacza, że idealnie trafiłam ;)
Zaproszona, czy nie, i tak przylezie ;)